środa, 19 kwietnia 2017

Axotret ? Nie polecam !

Witajcie !

       W dzisiejszym poście, chciałabym poruszyć tematykę problemów z cerą. Używałam wielu specyfików od maści cynkowych po te ze sterydami i innymi cudami. Punktem kulminacyjnym była decyzja o podjęciu kuracji lekiem o nazwie AXOTRET.

Podstawowe informacje
Składizotretinoina
Postaćkapsułki
KategoriaDermatologia
SpecjalnościDermatologia i wenerologia
Działaniezmniejsza rogowacenie
zmniejsza aktywność gruczołów łojowych
pobudza odnowę komórek naskórka
Zamów w doz.plAxotret, 10 mg, kapsułki miękkie, 30 szt
Axotret, 20 mg, kapsułki miękkie, 30 szt
Axotret, 20 mg, kapsułki miękkie, 60 szt
      Leki tego typu bardzo silnie oddziałują na organizm. Zaleca się, stosować go w okresie jesiennym, ze względu na brak słońca, które negatywnie wpływa na przebieg kuracji. Swoją ,,przygodę'' z tym lekiem, rozpoczęłam w październiku 2016 roku, a zakończyłam w kwietniu tego samego roku. 7 miesięcy nieprzyjemności. Początkowo, gdy dawka wynosiła tylko 10 mg ( dawkę ustala się na podstawie wieku i wagi pacjenta), głównym efektem ubocznym, była okropnie spierzchnięta skóra. Usta bardzo piekły, non stop musiałam ścierać naskórek szczoteczką do zębów i stale nawilżać. Przez kilka dni, czułam też, że skóra na głowie jest bardzo napięta i nieco swędziała Okropne uczucie. Do tego dochodziły suche dłonie.To tyle z takich wizualnych aspektów. 

     Dawka zwiększała się do 20 mg, a później do 30 mg. Najgorsze były bóle mięśni i stawów. Wiem, że sama jestem sobie winna, bo ćwiczyłam dość sporo, a na ulotce wyraźnie napisano, aby ograniczyć wysiłek fizyczny. Tak, czy siak...Miałam cały czas poczucie, że męczą mnie zakwasy. Do tego potworny ból kręgosłupa i niekiedy wzrost ciśnienia, nie wiem czego, ale miałam wrażenie, że rozsadzi mi przednie zęby. Stale podniesiony puls, szybciej się męczyłam i bardziej pociłam. Ponadto...jeden z najgorszych efektów ubocznych - wahania nastroju. Nigdy nie miewałam czegoś takiego, ani przed okresem, ani nigdy indziej. To zjawisko było bardzo dołujące. Potrafiłam bawić się na imprezie i nagle zaczynało mi się chcieć płakać. Tak bez powodu. Miałam duże problemy z koncentracją. Nie potrafiłam się na niczym skupić. To było chyba najgorsze 7 miesięcy w moim życiu. Nie powiem...efekty były widoczne, ale gdy patrzę teraz na swoją skórę, na której pojawia się to samo, co przed rozpoczęciem kuracji, zdecydowanie odradzam stosowanie tego leku. A...najważniejsze...lek ten, może powodować myśli samobójcze...muszę przyznać, że i mnie wprowadzał czasem w stan, niechęci robienia czegokolwiek, takiego poczucia nicości i bezsensu życia. Nie chciałam się zabić, ale nie czułam potrzeby by żyć. Jakaś tragedia. Oprócz tego wszystkiego, dowiedziałam się od mamy, która pracuje jako pielęgniarka, że zażywanie tego leku, osłabia błonę w jelitach i można powiedzieć, że tak jakby ,,psują się '' od środka. Nie do końca wiem o co dokładnie chodzi, ale o tym fakcie, mama dowiedziała się od lekarza, który przeprowadzał zabieg kolonoskopii, dziewczynie, która przebyła tę kurację co ja. Ponoć stan jelit i ich zapach jest trudny do usunięcia go z pamięci :( 

     Efekt kuracji, tj. mniej widoczne blizny i przebarwienia, promienna i napięta skóra,  brak pojawiających się nowych niedoskonałości, utrzymywał się około 7 miesięcy. Później stan mojej skóry stopniowo się pogarszał. Pierwszym objawem był powrót ,,strefy T'' tj. :czoło, nos, broda, a 


później, pojawiało się coraz więcej niedoskonałości, rozszerzyły się pory, cera straciła blask, czyli ogólnie rzecz ujmując, wróciłam do punktu wyjścia. 

    Prawdę mówiąc, nie wiem już co mam robić, wszystko na mojej skórze źle się goi, mam bardzo głębokie blizny. Planowałam odkładać na lasery, a tu wszystko zaczęło się od nowa  i nie mogę robić takich zabiegów, dopóki skóra w pełni się nie wyleczy. Póki co, ratuję się od nowa pastą cynkową, płynem z propolisem na bazie alkoholu, który zasusza krosty i maścią z propolisem, wpływającą na szybsze gojenie ran. Od czasu do czasu smaruję również twarz punktowo, maścią - Detreomycyna, która zawiera w sobie antybiotyk i ma działanie antybakteryjne. Zażywałam też tabletki drożdże z bratkiem. 

     Podsumowując, mimo tego, że okropnie czuję się ze swoją twarzą i dekoltem, z powodu tych brzydactw, które się na nich pojawiają, nie planuję wracać do tej kuracji. Zbyt wiele zdrowia mnie to kosztowało. Mam nadzieję, że za jakiś czas, moje problemy się skończą albo ktoś wymyśli bezpieczniejszy i skuteczniejszy sposób na pozbycie się tego cholerstwa. PS. Tabletki hormonalne również mi nie pomogły,ale to chyba akurat była kwestia złego dobrania.


Starajcie nie martwić swoimi skórnymi problemami. Wiem, że bywają dołujące, ale skoro nie można nic na to poradzić, to szkoda nerwów. 


 

   Buziaki ! :)

piątek, 14 kwietnia 2017

Jak to jest być singlem ?:)

Witajcie Kochani !

    Przepraszam, za długą przerwę od pisania. Nie ukrywam, że nie miałam weny. Jedząc popcorn, doznałam olśnienia i już wiem, o czym chcę dziś pisać. Zatem...jak to jest być singlem ?

     Bywają chwilę, że samotność okropnie doskwiera, robi się smutno i tracimy ochotę na cokolwiek , wmawiając sobie, że jesteśmy do niczego. Nie uogólniam. Wiem, że bywa różnie. Ja miewam takie nastroje. Szczególnie gdy  słyszę rozmowy współlokatorek ze swoimi facetami, jak idę miastem i widzę mnóstwo zakochanych par, no i oczywiście na fb, milion zaręczyn, ślubów i dzieciaczków.
Zastanawiam się wtedy, jak wyglądałoby moje życie, gdyby był w nim ktoś jeszcze. Moja miłość...

     Wyobrażam sobie spacery,  chodzenie z ręce, wspólne posiłki, spanie, czułości i czuję ten brak jeszcze bardziej.Zdaję sobie sprawę, że jest na świecie wielu szczęśliwych singli, jednak ja się do tego grona nie zaliczam. Sądzę, że wiele zależy od przyjętych priorytetów, życiowych celów. Będąc singlem można być naprawdę wyzwolonym. Nikt nie ogranicza, sami decydujemy o tym co jemy, gdzie spędzimy wieczór, z kim się spotkamy itd. Teoretycznie brzmi kusząco. Do tego dochodzi swoboda w wyrażaniu czułości, względem kogo chcemy. Niby można się spotykać tylko z jedną osobą, wiedząc,że ona również nie spotyka się z nikim innym,ale tak jak ,,ja'' nie jest gotowa na związek. Myślę,że to ryzykowne, bo komuś w końcu i tak zacznie zależeć. Mam świadomość, że niektórym osobom odpowiada taki tryb życia. Po prostu czerpią radość i korzyści, wcale nie potrzebują związku do pełni szczęścia. Nie wiem, czy im zazdrościć, czy współczuć...W sumie fajnie by było umieć, tak w 100% czerpać radość chwil,a nie wszystko analizować i kombinować. Przemyślałam to...sądzę, że podstawą jest to, by myśleć o sobie i nie przejmować się innymi. Grunt to postępować tak, by swoim zachowaniem nie ranić drugiej osoby, reszta to już detale.

    Zatem w moim mniemaniu, bycie singlem jest zwyczajnie do bani. Nie mam kogoś kto mógłby mnie wspierać, dzielić ze mną pasji, radości i smutków. Brakuje mi czułości, głupich żartów, rozmów o życiu, o planach na przyszłość. Wszystko  jest jakby trochę jałowe. Uwielbiam gotować, chciałabym móc robić jakieś pyszności swojemu partnerowi, śpiewać, robić masaż albo tańczyć całą noc.

    Jest we mnie jednak pewien problem. Bardzo długo jestem sama. Mam świra na punkcie ograniczania mojej swobody. Nie lubię, gdy się z kimś spotkam, a ten pyta kiedy kolejne spotkanie, z góry zakładając,że chcę, nie pytając mnie nawet o zdanie. Myślę, jednak, że w sumie dotyczy to chyba głównie osób, z którymi po prostu nie wyobrażam sobie dalszych spotkań. W odwrotnej sytuacji pewnie bym się cieszyła, że chęć spotkania jest obustronna. Mimo wszystko to  moja okropna wada. Niezależność. Głęboko zakorzeniona. Prawdę mówiąc boję się związków. Jestem nieufna, podejrzliwa, martwię się , że ktoś mnie skrzywdzi. Niepokoi mnie to jak zachowują się inne osoby i obawiam się, że i mnie ktoś tak potraktuje. Nie oznacza to jednak, że zamykam się na nowe znajomości. Po prostu jestem czujna i trzymam dystans. Nie oceniam innych, niech robią co chcą...ale trzeba przyznać...Otoczenie wywiera na mnie duży wpływ. Często jestem zdezorientowana, czy to co się dzieje, to prawda...czy oszukiwanie swoich partnerów, zdrady , brak szacunku, to już taka norma ? Jeśli tak, to zdecydowanie nie wpisuję się w tę normę. Całe szczęście :)

Może by tak wskazać wady i zalety bycia singlem. Tak żeby mieć w miarę jasny obraz tego, czy warto być samemu i ile radości bądź smutku, może dostarczyć  taki stan :D

Zalety bycia singlem :

*dużo wolnego czasu dla siebie i znajomych,
*swoboda w praktycznie każdym aspekcie swojego życia,
*całe łóżko dla Naaaas !
*gotujemy, jemy tylko to na co mamy ochotę :>
*bawimy się z kim chcemy :]
*możemy mieć mnóstwo koleżanek lub kolegów ^^
*nikt Nas nie kontroluje, nie sprawdza smsów lub messengera itp.
*to jest materialistyczne podejście, ale nie da się ukryć, że sama prawda : oszczędzamy pieniądze nie robiąc prezentów, nie wychodząc do restauracji ,kina. Myślę, że bardziej dotyka to facetów.
*nie musimy opowiadać mamie, a co tam u ,,X'', jak się czuje, gdzie studiuje, gdzie pracują Jego, Jej rodzice i ogólnie jesteśmy wolni od wszelkich przesłuchań ze strony rodziny w tej kwestii.
*nikt Nam nie zagląda do kieliszka, możemy pić ile chcemy ( czasem lepiej jak ktoś czuwa ^^ :) )
*możemy puszczać bąki, bekać i robić inne rzeczy, które robione w towarzystwie drugiej osoby, do pewnego czasu mogą wprawiać w zakłopotanie,
*nie musimy słuchać chrapania, bądź mówienia przez sen :)
*łatwiej realizować się zawodowo ( kwestia przenosin, miejsca zamieszkania itp. )


Wady bycia singlem : 
*nie możemy sprawić komuś radości, poprzez ugotowanie ulubionej potrawy, bądź zaproponowaniem formy spędzania wolnego czasu, szczególnie uwielbianej przez druga połówkę ,
*gdy idziemy na imprezę na której praktycznie nikogo nie znamy, nie ma gwarancji, że ktoś z Nami zagada, lub zatańczy. W towarzystwie partnera, to powinno być oczywiste.
*nie mamy osoby, która zawsze Nas wesprze, wysłucha. ( przyjaciel może to zrobić, ale w kwestii związku, wygląda to trochę inaczej)
*ciężko nam zasnąć ( gdy obok jest kochana osoba, jest bezpieczniej i milej, zaśnięcie wydaje się być łatwiejsze),
*w przypadku wesel, balów i innych podobnych zabaw, nie ma pewnej osoby,która Nam potowarzyszy i umili czas swoim towarzystwem,
*nie mamy z kim chodzić  na romantyczne spacery, czy trzymać za rękę,
*nie mamy szans na obchodzenie miesięcznic, rocznic itd.
*nie spędzimy romantycznego weekendu, czy wakacji w towarzystwie bliskiej osoby,
*nie możemy ustawić statusu na fejsiku  ,, w związku'' ( hahahah :) )
*nie mamy z kim dzielić swoich pasji,
*nie mamy osoby,która dobrze Nas zna i rozumie,
*kiedy jesteśmy singlami, możemy być postrzegani jako  potencjalne zagrożenie dla osób w związkach (ryzyko romansu, bo niby singiel nie ma nic do stracenia...oprócz godności.)
*ludzie mają Nas za ofiarę losu, myślą ,,co z Nią, Nim jest nie tak ? '' ,
*czujemy presję otoczenia i popadamy w złe nastroje,
*rodzina wypytuje o przyczyny braku partnera, kiedy wreszcie jakiś się pojawi...
*nie ma kto Nas ,,ogarnąć'', gdy ,,poniesie Nas melanż'',
*nie jest Nam dane mówić ,,kocham'' i widzieć tę miłość w oczach drugiej osoby,
*omija Nas ten szczególny rodzaj dotyku,

Marshmello - Ritual (feat. Wrabel) [Lyric Video]






Miłego wieczoru :)

sobota, 1 kwietnia 2017

Co daje mi CROSSFIT ?

Hej !


    Postanowiłam, że napiszę dziś o mojej nowej pasji, a mianowicie o Crossficie ^^ Jak do tej pory, byłam na trzech zajęciach, które odbywają się na terenie mojej uczelni, w czwartki o 16 :P

     Powiem szczerze, nigdy w życiu się tak nie męczyłam jak tam. Biegałam kiedyś po 16-20 km i to był pikuś. Na tych zajęciach walczę całą sobą. Wszystkie partie mięśniowe pracują bardzo intensywnie. Dźwigam ciężary, których na siłowni nie odważyłabym się podnieść. Nie wierzyłam do końca w swoje siły. Tam łamię swoje psychiczne i fizyczne bariery. Pot miesza się ze łzami, zagryzam wargi i chwytam łapczywie każdy dech. Nogi mi płoną, ręce odmawiają posłuszeństwa, kończy się seria i endorfiny dodają mocy na kolejną. Oprócz tego, mam szansę poznać ciekawych ludzi ,którzy również podzielają moje pasje.

      Od zawsze lubiłam gdy ktoś mnie nadzorował, nakrzyczał i mówił, że mam być twarda i spiąć się by brnąć do celu. Motywacja, a raczej jej brak, to ogromny problem. Prowadzący zajęcia, wiedzą jak zadziałać by chciało się walczyć. Teraz jest niesamowicie. Obrałam najprostszą drogę. Chcę być po prostu silna, pewna siebie i swojego ciała, dumna z każdego jego centymetra. Bardzo ciężko nad tym pracuję. To, że są efekty, dostarcza mi ogromnej radości. Mam świetne samopoczucie, czuję cudowne, błogie zmęczenie i myślę już o kolejnych treningach. Wiem, że jestem ,,nie do zajechania''. Będę walczyć, do utraty tchu. Nie oszukuję już samej siebie. Mówię, że coś zrobię i robię to na 100 %. Nic mi nie dodaje tyle seksapilu i pewności, co świadomość fizycznej siły  i psychicznej równowagi. Rosnę w siłę. O tak ! Moc płynie z Góry ! :)

Jak prawie zawsze, chcę Wam czegoś. Tym razem życzę, natchnienia, odnalezienia pasji, celu w życiu. To dodaje kopa.Wiedzieć co chce się robić, to ogromne szczęście. Do tego powinno się dążyć. Działajcie !


PS. Słuchajcie...ważyłam już 68 kg :O ! Dzięki treningom i w miarę racjonalnej diecie poszło 3 kg w dół ! Biegam już prawie jak gazela :> Jeszcze trochę :)






środa, 22 marca 2017

Dlaczego wiara jest moją siłą ?

Witajcie !

       Dzisiejszy post jest dla mnie niezwykle ważny.Będzie dotyczył on mojej wiary.Nigdy się jej nie wstydziłam, bo jest moją siłą. Wierzę, a to czyni moje życie bardziej wartościowym. Każda z chwil mego życia taka jest. W każdym źle, które mnie spotyka dopatruję się dobra.Mam w sobie nadzieję. Choć miewam chwile zwątpienia, ciągle wracam myślami do momentów w których czułam szczególną obecność Boga i Jego łaskę. Jestem ufnym człowiekiem i być może dlatego tak łatwo Mu zaufałam. Nawet w najgorszych problemach, wierzyłam, że wszystko się ułoży. Wierzyłam i miałam nadzieję. Tych problemów już nie ma. Wiem, że jeszcze nie raz, spotka mnie coś przykrego, ale się tego nie boję, bo nie jestem sama, poradzę sobie. :)

      Wiara ma naprawdę wielką moc. Dodaje mi pewności siebie,czuję,że jest ktoś kto mnie kocha, kto nade mną czuwa. Wcale nie potrzebuję fizycznej postaci, to by było zbyt proste. W wierze chodzi właśnie o trudy, o przeszkody, o tę ufność, która pozwala Nam przez to przejść. Co to by była za wiara, gdyby wszystko było takie oczywiste ? Nie sztuką jest wierzyć w coś co jest powszechnie znane, przez każdego rozumiane i widziane, wierzyć to przywilej dla nielicznych. To umieć odnaleźć znaki i sygnały niewidoczne dla innych. Nigdy nie próbowałam nikogo przekonać do wiary i nie będę tego robić. Sądzę, że wiara to kwestia dojrzałości i duchowej gotowości. Albo się ,,to'' czuje albo nie. Nic na siłę.

      Wiara ubogaca moje życie, sprawia, że niejednokrotnie rezygnuję z pewnych rzeczy, wiedząc, że są złe. To świetny sposób na ćwiczenie samokontroli. Nawet, gdy ktoś mnie rani, próbuję tej osobie wybaczyć. Nie pozwolę się więcej źle traktować, ale staram się nie chować urazy. To nigdy nie prowadzi do niczego dobrego.

        Chciałabym powiedzieć wszystkim tym, którzy kiedykolwiek mnie zranili, że już mnie to nie boli. Wiem, że ranią ludzie słabi, tacy którzy nie do końca potrafią zapanować nad swoimi instynktami, słowami, przez co wyładowują swoją frustrację na innych albo po prostu wyczuwają zbyt dobre serce w drugiej osobie i nadużywają tej dobroci. To koniec. Nigdy więcej nie dam się nikomu wykorzystać. Wierzyć w Boga to zarazem wierzyć w siebie. To umiejętność szanowania swojej osoby, a gdy szanujemy siebie to łatwiej Nam szanować innych. Życie każdego z Nas,to ciągła wędrówka ku samodoskonaleniu. Spróbujmy zacząć od siebie, a nie krytykować wszystkich w koło. Trzeba zrozumieć jedną rzecz, życie jest nasze, tylko jedno, nikt go za Nas nie przeżyje. Nikomu nie wolno, więc w nie ingerować.

       Ktoś może pomyśleć, że jestem jakaś nawiedzona, co ja w ogóle bredzę. Ja doskonale wiem, co mówię, wiem czego chcę, od życia, od ludzi. Mam jasno określone cele. Niech głupio będzie ludziom, którzy nie potrafią kontrolować swojego życia, a próbują wpłynąć na życie innych.

        Dzisiejsza refleksja nasunęła mi się w związku z  ważnym dla mnie dniem. Bardzo chciałam iść na bal magisterski. Już na pierwszym roku oglądałam zdjęcia, starszych roczników i wiedziałam, że chcę coś takiego przeżyć. Było podane kilka terminów balu, w tym dni w trakcie Wielkiego Postu. Jako osoba wierząca, od razu spostrzegłam ten fakt, w przeciwieństwie do niektórych. Zasugerowałam, że może warto zwrócić na to uwagę i rozważyć terminy, poza Postem. Niestety, argument odnośnie tego, że dzięki wcześniejszemu balowi, będzie można szybciej pojechać do domu, przed weekendem majowym, rozłożył mnie na łopatki. Serio, ludzie, jesteście takimi egoistami? Rozumiem, nie każdy wierzy, inni traktują wiarę wybiórczo ( prezentami ze Świąt każdy się chwali, a jak trzeba dać coś od siebie i czegoś się wyrzec, to nie ma chętnych), ale prawda jest taka, że w zasadzie już na starcie, moje stanowisko, było spisane na straty. Nie ukrywam, że było mi okropnie przykro.Nie dlatego, że nie przyjęto terminu po Świętach, tylko dlatego, że wiara już praktycznie nie liczy się dla młodych ludzi. Prawie wszyscy, chodzą ,,w domu'' do kościoła razem z rodziną, a w Szczytnie kompletnie się zatracają. To trochę taka hipokryzja, ale nie mi to oceniać.Wiem, że były też osoby, który nie czuły, tej umiejętności siły przebicia. Przystały na wybrany termin, z wygody. Nie mam nikomu niczego za złe. Po prostu czułam ogromny smutek, bo musiałam wybrać pomiędzy własnymi przekonaniami, a po prostu dobrą zabawą. Początkowo zarzekałam się, że nie pójdę. Byłam tego pewna na 100 %. Tak czułam. Z czasem zaczęło się powątpiewanie. Zastanawiałam się, czy to kuszenie, czy po prostu mój rozum i serce, zaczęły odczuwać to pragnienie. Zupełnie samoistnie.
   
       Wczoraj odbyłam bardzo wartościową rozmowę z moją przyjaciółką Elą. Uzmysłowiła mi, że nie mogę oszukiwać samej siebie. Dodała mi otuchy i pewności siebie, by zmierzyć się z dylematami, które mnie zadręczały. Porozmawiałam dziś z księdzem. Bardzo mądrym życiowo, trzeźwo myślącym ks. Piotrem. Jest to nie tylko ksiądz, ale przede wszystkim człowiek. Pozwolił mi zrozumieć, że Bóg chce aby podczas Postu, każdy dzień stawał się jeszcze lepszy. Żeby nabrał jakości. Nie był jałowy. Zaproponował, że jeśli zdecyduję się na bal, (wręcz powiedział, że uważa, że powinnam pójść),  muszę wybrać jeden dzień i jakoś wyjątkowo poświęcić go Bogu. Poprzez  szczególną modlitwę, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych itp. Chodziło o to, by tak jakby zrekompensować Bogu i samej sobie, dzień balu, w trakcie którego idea Postu będzie zachwiana. Postanowiłam,że pójdę i mam nadzieję, że moja postawa, nie zniechęci nikogo, że nikt nie pomyśli, myślałem/am, że laska ma jaja, że potrafi wytrwać przy swoim,że może jednak ta wiara jest coś warta. Zastanówcie się jakim trzeba być silnym, by umieć obnażyć się ze swoich słabości, umieć o nich mówić.Co prawda z drżącym głosem i ze łzami w oczach,ale jednak...i wcale nie prosiłam o zapewnienie, że Bóg mi wybaczy...nie o to mi chodziło. Chciałam czuć, że mimo, że robię coś wbrew Jemu i trochę sobie, jestem w stanie to ,,odpracować''. Ktoś kto nie wierzy, nie ma pojęcia, przez co przechodziłam. Żal mi ludzi, którzy nie potrafią znaleźć w życiu czegoś naprawdę wyjątkowego, czegoś co kreuje Nasze życie.

         Dziś życzę Wam przede wszystkim odwagi, ufności, dojrzałości i zrozumienia, że tak jak mówiłam, wiara to przywilej. Mamy możliwości, a z nich nie korzystamy. Kiedyś i dziś, ludzie ginęli i giną za wiarę. Za to by móc się modlić, chwalić swego Pana. Chciałabym abyście dokonywali słusznych wyborów. Żeby Wasze czyny nie raniły innych ludzi, bo raniąc bliźniego,ranimy też swoje serce i serce Pana Boga.


         Na zakończenie dodam jeszcze, że dla mnie to oczywistość, że to co w życiu mam zawdzięczam Bogu. Tego będę się trzymać. Dziękuję Mu jak najczęściej mogę, za bliskie mi osoby. Bo modlitwa za kogoś ma jeszcze większą moc. Życzę Wam, żeby się za Was modlono, bo to by oznaczało, że dla kogoś jesteście naprawdę wyjątkowi, a przecież o to, w życiu chodzi.Być wyjątkowym, kochanym i dawać to samo. Postarajcie się mnie nie oceniać, spróbujcie zrozumieć.

Dobranoc




Tutaj moja ulubiona pieśń, która potrafi mnie uspokoić, nawet w największych nerwach i ukoić w smutku.

Nic nie musisz mówi nic...


A to mój prezent od Tatusia :) 


niedziela, 19 marca 2017

Moje ulubione filtry na Snapchacie ^^

Czeeeść !

        Zdaję sobie sprawę, że sporo osób, uważa Snapchat'a za kompletnie zbędną i bezsensowną aplikację. Ja tak nie uważam i dość często jej używam. Codziennie, razem z Iwonką sprawdzamy nowe filtry i pstrykamy szalone foty :P Hahaha.

        Niejednokrotnie, gdy złapie mnie smuteczek, lubię popatrzeć na Nasze głupkowate buźki, wyglądające jak małpki, psy lub starsze Panie ;0 Pokażę Wam moje ulubione foteczki :) Niektóre, filtry to niezły sztos ^^








sobota, 18 marca 2017

Czym dla mnie jest miłość?

Cześć po raz kolejny ! :)

         Coś mi się wydaje, że kiedyś już był podobny post, ale jak wiadomo, ludzie się zmieniają, ja również, więc zapewne, coś tam jest  inaczej.

          Dzisiejsza refleksja przyszła nagle, jak większość moich natchnień. W dzisiejszym dniu, moja Iwonka, obchodzi piątą rocznicę związku, a już za troszkę ponad rok, zostanie żoną. Dla kogoś 5 lat to mało, dla innej osoby dużo. Zważywszy jednak na to, że studiujemy, a ich dzielą setki kilometrów, dla mnie to wyjątkowy związek. Tylko pozazdrościć wytrwałości, zaufania i ciągle pielęgnowanej relacji. Gdy myślę o tych wszystkich związkach na studiach i sposób w jaki dane osoby względem siebie postępują, to tracę powoli nadzieję, na udany związek. ;/ No nieważne.Wciąż ciężko mi w to uwierzyć, bo od pierwszego roku traktuję Iwonkę jak moją małą córeczkę i chociaż czasem się nie zgadzamy i mamy inne poglądy, to bardzo się ze sobą zżyłyśmy. Rozumiem tatę Iwony, który dość często dzwoni i pyta co tam u Jego Maluśkiej. Pewnie też będę tak dzwonić i tęsknić.

          Po dogłębnej analizie stwierdzam, że miłość to na pewno nie jest uczucie. Warto się zastanowić...mam wrażenie, że kogoś kocham...i nie czuję tylko kłucia w sercu, przypływu gorąca albo czegoś tam. Przecież miota nami wtedy mnóstwo odczuć na raz. Gdyby to było uczucie, czy ludzie zastanawiali by się, czy to to ? Przecież teoretycznie potrafimy określić, przynajmniej mniej więcej co czujemy. Zatem moim zdaniem, miłość to nic innego, jak relacja na którą składa się mnóstwo odczuć, emocji i zdarzeń.Miłość powinna być równoważna ze związkiem. Śmiesznie by brzmiało : ,,jestem w miłości'' a nie ,,jestem w związku'. To w takim razie co oznacza kochać ? Również nie chodzi o motylki w brzuszku, szybszy oddech itd. Kochać to umieć wybaczać,(w granicach rozsądku, zdrad nie wybaczamy,bo kto kocha,nie zdradza), dawać całe swoje dobro tej wyjątkowej osobie, wspierać ją w trudnych chwilach, cieszyć się z radosnych. Kochać to ogromna odwaga i dojrzałość, bo niekiedy nasze kochanie może, być niezrozumiałe dla całej reszty. Wówczas należy pozostać wiernym samemu sobie, swoim uczuciom, przekonaniom. Wiadomo...bywa i tak, że druga połówka nie jest tak cudowna jak by się Nam wydawało. Dostajemy różnego typu informacje od rodziny, czy znajomych na temat tej osoby i kompletnie nie możemy w nie uwierzyć. Opcje są dwie, albo to prawda albo nie. Wtedy niezbędna jest szczera rozmowa, bardziej wnikliwa analiza wypowiedzianych słów.Grunt, to nie postępować pochopnie. Raz utracone zaufanie bardzo trudno odzyskać.Czasem dobrze jest się zastanowić, czy kilka chwil uniesień jest warte jego utraty.

      Co więcej ? Kochać, to wkładać całe serce w przygotowane potrawy, w wyprasowane koszule, w buziaka dawanego na przywitanie i   tego na pożegnanie. Tak pięknie jest móc kochać, a jeszcze piękniej być kochanym. Oddawać się całemu, godzić się z własnymi kompleksami, bo przecież ktoś Nas kocha mimo ich istnienia...bo przecież My też tak kochamy. Na tym polega miłość. Na akceptacji wad i słabości, na umiejętności ich usuwania (o ile ukochana osoba, chce tego),a także na wspieraniu się :)

        Wiem coś o tym, bo idealnym przykładem są moi rodzice.Mama ma ciężki charakterek i niekiedy daje tacie popalić. Mimo to, kochają się i tolerują te wszystkie ,,incydenty''. Co z tatą ? Czy każda kobieta zgodziłaby się na wyjazdy na obozy sportowe, gdy w domu małe dzieci, na zawody na drugi koniec świata, tak bez Niej ? No nie każda.  Mama zostawała z Nami sama i świetnie sobie radziła. Teraz, gdy już jesteśmy dorośli, podróżuje razem z tatą i wspiera Go na biegowej ścieżce ! :) A wygląd ? Mój tatuś jest mega szczupły, bo wiadomo, bardzo dużo biega.  Mamusia często  się śmieje, że ,,nie ma za co złapać'' i ludzie pewnie myślą, że nie daje Mu jeść  :D Haha :P O takiej miłości marzę. Nie za coś, a pomimo czegoś. Bo to jest istota miłości.





Dużo miłości ! :)



Cześć ! :)

      Przepraszam, że tak się ociągam z pisaniem, ale mam za sobą kilka prawie nieprzespanych nocy i ciężkich treningów. Mój mózg nie może wejść w prawidłowe obroty.

        Muszę się pochwalić. W czwartek po raz pierwszy, byłam na crossficie ! Zajęcia się prowadzone, na terenie mojej uczelni. Nie ukrywam, że konkretnie się zmęczyłam.Taki trening mimo, że zabiera mnóstwo sił, zarazem nakręca i daje porządny zastrzyk endorfin. Mam nadzieję, że z każdym kolejnym, będzie coraz lepiej :) Już nie pamiętam, czy wspominałam, ale planuję we wrześniu, uczestniczyć w szkoleniu NSR, a później próbować sił w wojsku. Marzę o świetnej formie, dlatego tak ciężko pracuję, by osiągnąć swój cel. Niestety momentami czuję, że się wypalam. Może macie jakieś pomysły na motywację? Oglądanie zdjęć super lasek nie pomaga :( :D 

       Z powodu braku weny, nie potrafię napisać nic konstruktywnego, a nie chcę Was zanudzać głupotami. Postanowiłam zamieścić ankietę nt. mojego bloga. Potrzebuję Waszych opinii, by móc dalej pisać. Tymczasem załączam linka do mojego starego bloga z czasów gim. Byłam taka śmieszna, że po latach aż mi troszkę siebie żal, ale nie da się ukryć, że zawsze lubiłam pisać :)










Trzymajcie się ! :D Zachęcam do wypełniania ankiety.Jest anonimowa, a bardzo mi zależy na Waszej opinii, by móc się rozwijać na blogu, a nie stać w miejscu :D

Harry Potter - fikcyjna magia, czy coś więcej ?

Cześć i czołem !               Dzisiejszy post będzie dotyczył mojej wieloletniej miłości - Harrego Pottera. Swoją przygodę z tą niezwykł...